Dnia 30 września 2007 wraz z kumplami z rodzinnego Jaworzna: "Skurą" i "Tuśkiem" udaliśmy się; korzystając z krążownika szos należącego do pierwszej z ów tajemniczych person; na sosnowiecki prerelease Lorwyn do Gamestation Zet. Turniej zgromadził 25-ciu graczy spragnionych (nie)limitowanych wrażeń (takie jest na dzisiaj ograniczenie miejsc siedzących w lokalu). Na pre w Bielsku dzień wcześniej nie posyciłem zbytnio (wtopiłem grę o t8 w ostatniej rundzie jako operator GW(r) Qpa+Garruk), więc w tym kameralnym gronie liczyłem na nadejście lepszych czasów. Moi towarzysze podróży także okazywali bojowe nastawienie, więc nie mogło się nie udać. Po szybkim pozdrowieniu zgromadzonych w tym przybytku karcianej rozpusty ziomków i nieco wolniejszym spisywaniu decków oraz swapie (wymuszonym przez Kleszcza) spłodziłem jak się potem miało okazać naprawdę syty deczek w kolorach WB z delikatnym dwukartowym splashem po R; który poniżej pozwolę sobie zaprezentować i pokrótce opisać:
Lands(17):
1x Mountain
1x Vivid Marsh - tapland dający dwukrotnie w grze manę dowolnego koloru; sprawdzał się naprawdę świetnie
7x Swamp
8x Plains
Creatures(14):
 2x Goldmeadow Stalwart - 2/2 w 90% przypadków wchodzące za 1 mana; świetny pierwszoturowy drop
2x Avian Changeling - 2/2 flying za 2W; do tego można go łatwo tutorować Harbringerem i pomaga w szybkim wskoczeniu Stalwartowi
1x Kithkin Harbringer - 1/3 za 2W to w sumie słabo; do charakteru decka lepsze byłoby 2/2, ale zdolność świetnie tutoruje po changeligowy removal i lataczy
1x Ghostly Changeling - 2/2 za 2B z możliwością pompki; solidny ziom
1x Boggart Loggers - 2/1; Forestwalk; opcja zniszczenia lasu lub treefolka (a zatem i wszelkich changelingów)
1x Kinsbaile Ballonist - 2/2 z lataniem za 3W i wzbija kolegę w powietrze przy ataku; sprawdza się naprawdę dobrze; częsty cel dla Harbringera
1x Quill-Slinger Boggart - 3/2 za 3B + pinguje po 1 za każdego kithkina/changelinga, którego zagrywa dowolny z graczy; może zaboleć
1x Wort, Boggart Auntie - 3/3 za 2RB MVP decku; wraca co turę removal i goby; a sam też nieźle ciągnie z bicza
1x Warren Pilferers - wskrzesza Worta czy jakieś changelingi; 3/3 za 4B; prawie zawsze uderza w stół z hastem
2x Cloudgoat Ranger - mega syty ziom: za marne 3WW mamy gostka 3/3 i 3 kitole 1/1; które do tego dają mu fly i +2 w łapach; najlepszy uncommon w Lorwyn
1x Plover Knights - 3/3 fly i first strike za 3WW; zagrożenie dla większości flyerów w formacie; do tego kitol wiec daje się tutorować Harbringerem

Other(9):
1x Tarfire - gobliński shock; można wracać co turę z Worta
1x Wanderer's Twig - odsysanie landów; szczególnie lonley mountaina
2x Surge of Toughtweft - karcący dopak; przy tej liczbie kithkinów/shapeshifterów z reguły daje cantripa
2x Nameless Inversion - +3/-3 na stworka za 1B; wraca z Worta co turę; daje się tutorować
1x Oblivion Ring - usuwa wraże nonlandy poza grę; spoko odpowiedź na każdy rodzaj zagrożeń za marne 2W
1x Hoarder's Greed - dociąg z clashem; takie zwielokrotnione Night's Whisper dające paliwo w mid i late game; może nieco kontrowersyjny, lecz dawał radę
1x Profane Command - rewelacja! z 4 naprawdę solidnych efektów generuje aż 2 dając spory card advantage lub wręcz kończąc grę
Opcje sidowe: Neetlevine Blight; 3x Mournwhelk; 2xThieving Sprite; Hillcomber Giant; Cenn's Heir
Nie będę się tutaj silił na wymienianie wszystkich crapów z zestawu; uzasadnię tylko pokrótce swoje wybory kolorów metodą eliminacji:
Green - żadnych bomb czy gwiazd; solidne stwory tylko z podwójnymi kosztami (2x 3/4 drzewo z reach za 2GG); mało evasion; z pozostałych kart warto wspomnieć chyba tylko o Leaf Gilderze; Changeling Titanie i dwóch sztukach Gilt-Leaf Ambushy.
Blue - nad tym kolorem myślałem sporą chwile, bo jest tu kilka grywalnych merfolków (Stonybrook Angler; Merow Reejerey) oraz 2 gwiazdeczki w postaci Cryptic Commanda i Wonderwine Prophets. Do tego jakieś kontry (2x Broken Ambitions) i bounce (Aethersnipe; Whirpool Whelm). Jednak generalnie uznałem, iż mam za mało solidnych kart w tym kolorze żeby zrobić go wyraźnie dominującym; a tylko wtedy warto grać na obie wspomniane wyżej syty, więc dałem sobie spokój z niebieskim.
Red - poza 6/6 inkantacją (Hostility) i goblin shockiem (Tarfire) jedna wielka qpa więc od razu mówię papa i idę dalej.
White - ten kolor był niepodważalnym wyborem w tym zestawie: mamy tu wszystko czego może zapragnąć gracz limited; solidne i tanie stwory, lataczy, dwa świetne combat tricki w postaci Surge'ów i pojedynczy, ale bardzo uniwersalny removal w postaci Oblivion Ringa
Black - kilka tanich i agresywnych hipków; dwie sztuki point removalu i bomba w postaci Profane Comand. Ponadto nieodparta chęć zesplashowania czerwonego dla Worta zadecydowały ze czarny został moim drugim głównym kolorem.
Poniżej zamieszczam opisy swoich poszczególnych meczów; odtwarzam ich przebieg z pamięci (a pamięć mnie nie nęci), więc nie wykluczam; że mogłem pomylić jakieś nazwy czy kolejność zagrywania niektórych zaklęć. Jednakowoż sam opis wypracowywania sobie przeze mnie przewagi czy to w życiach, czy innych zasobach nad oponentami jest wierny temu co faktycznie zaistniało.
Runda 1: Tomek Krupanek (WR Giants)
Obie gry wyglądały podobnie - Tomek; który jak wyznał po grze; nie czuje się dobrze w limited, bo gra ten format od święta, miał sporo silnych i drogich stworów, które nie wyrabiały z tempem narzuconym kilkoma szybkimi dropami z mojej strony. Ponadto w pierwszej grze cierpiał z powodu niedostatków w manie i gigantach (na placu boju stał samotny i nic nie mogący zrobić Blind-Spot Giant). W drugiej grze moje szybko i praktycznie co turę lądujące na placu boju zagrożenia (Stalwart tura 1; Avian Changrling tura 3; Baloniarz tura 4) oraz evasion szybko dały mi spory handicap w życiach. Surge dokończyło dzieła zniszczenia w turze nr 6. Reasumując - stosunkowo szybkie i łatwe 2:0.
2:0; 3 pkt
Runda 2: Krzysztof "Kris" Bitner UG
W grze 1 mamy dejavu z rundy nr 1; mam szybkawe rozdanie ze Stalwartem w 1 turze i lataczem 2/2 w 3-ciej; a u niego tylko 3 landy w ciągu 4 tur i bez żadnego spella. Próbę zagrania przez przeciwnika 2/3 flyera w mojej 5 turze z flasha i ewentualnego bloku zahamowałem szybkim +3/-3 z Nameless Inversion. Kwaśna mina oponenta wyraźnie wskazywała; że zwyczajnie brak mu na ręce czegoś, co może odwrócić sytuację na stole lub choćby ustabilizować na chwile spadające szybko życie. Dwie-trzy tury później po moich wjazdach i removalach czyszczących blokerów było po wszystkim. W 2 grze już ciekawiej; o mojej wygranej zadecydowała lepsza jakość i większe tempo zagrywanych stworków; praktycznie 80% całego life'a zabrali Krisowi moi loselifujący go praktycznie co turę Jeżownicy (Quill-Slinger Boggart), do spółki z Prowler Knightsami wyszukanymi przeze mnie Harbringerem w 3 turze. Korzystną dla mnie wymianę stworków zapewniło zagrane w mid game Surge of Toughtweft; a zbierane przez Krzycha na szybko pospolite ruszenie (Giant 7/7 z Championem) nie było już w stanie nic zmienić przy dalece niekorzystnym dla przeciwnika stanie żyć.
2:0; 6 pkt
Runda 3: Kuba "Łosiu" Malęga Ugb
Z Kubą znamy się jak łyse łosie (:P) i odkąd pamiętam gry z nim nigdy nie należały do krótkich ani łatwych. Tym razem grał bardzo dobrze złożonym UG ze sporą liczbą flyerów i drzewek oraz lekkim splashem B po Wydwen, the Biting Gale (syta faerie z flashem; fly i możliwością powrotu na rękę). Pierwsza gra to już tradycyjnie mój szybki najazd; który choć częściowo stopowany zakulisowymi akcjami Kuby w stylu wskakiwanie flash flyerów i drzewca z wbudowanym giant growthem (mega syty uncommon); systematycznie obniżał życie broniącego. Niezwykle pomogło mi dobranie obu +3/-3 changelingowych zagrywek: pierwsza usunęła spod kół mojej wesołej kompanii wspomniane drzewko nim to zdążyło zgrubnąć do 6/6 i zablokować; druga rozprawiła się z Wydwen. Co prawda Kuba zdołał uratować swoją najlepszą kartę, bouncując i spadając o 1 w dół; ale jak mówi staropolskie przysłowie: "Kiedy luda kupa i Herkules dupa" (czytaj: było za późno).
W grze nr 2 pamiętam tylko, że trochę ryzykując zachowałem rękę z 1 mountainem i Wanderer's Twigiem; odpalonym natychmiast w upkeepie swej 2 tury po swampa, gdyż miałem całą czarną rękę poza Stalwartem. Z czuba doszedł oczywiście fartowny Plains, który opłacił nowego Isamaru (zrevelowałem Ghostly Changelinga). Kuba w mojej piątej wpuścił na przypał Wydwen; bez wolnej many na bounca, a ja znowu miałem +3/-3 na ręce. Starałem się, jako, że Kuba grał szczątkowym czarnym i miał w mid game spore zapasy kart na ręce, ściągnąć domniemany wraży removal/combat tricki na moje słabsze stwory. Kiedy byłem już prawie zupełnie pewny; że Łosiu stracił co lepsze rzeczy jedyny raz w czasie tego pre wprowadziłem do gry moje mega-ultra-grzmoto jednokartowe combo czyli ciotkę (Wort; Boggart Auntie). Na grobie 4 cele do coturowego wracania na rękę w upkeepie: Tarfire; Nameless Inversion i 2 Changelingi. W kolejnej turze Łosiu nie widząc opcji na wygranie z tym kombajnem zagłady poddał.
2:0; 9 pkt
Runda 4: Arek "Rosu" Rosołek
Z Rosem; który po 4 pozycji na Mistrzostwach Polski zyskał miano "Prosu" naturalnie podzieliliśmy się punktami poprzez intentional draw. Potem zagraliśmy czysto for fun; wygrałem pierwszą grę po screw u oppa. Drugiej nie daliśmy rady rozegrać, bo dostałem głoda i poszedłem coś zjeść; a zaraz potem przyjechał Jarek „Łysy” Osiński (który wysycił pre w Nowym Sączu dzień wcześniej) ze swoją uroczą dziewczyną i oddałem się konwersacji o sensie życia i takich tam głupich głupotach ze starym znajomym. Tak to przepultałem swój czas do początku rundy piątej.
Runda 5: Krzysiek "Avraxis" Rowiński
Z Krzyśkiem znamy się osobiście od czasu wspólnego wyjazdu do Bielska na któryś z prereleasów bloku Time Spirala. Ponieważ remis dawał mu pewny awans z 10 pkt; a ja nie miałem ochoty odbierać kumplowi frajdy z gry w top8, chętnie przystałem na ID mając tak czy siak top 8 w kieszeni. Potem gra for fun: pojechałem Krzycha gładko 2:0, co utwierdziło mnie w przekonaniu, że z moim demonicznym deckiem mogę zawojować świat lub chociaż Bliski Wschód. Potem dla odmiany oddałem się egzystencjalnej konwersacji z Magdą (dziewczyna Łysego - ile można gadać o Mtg w końcu) i tak mi minął czas do oczekiwanego z niecierpliwością t8.
Runda 6: Kuba "Łosiu" Malęga
Kuba zaraz po klapnięciu do stolika rzucił: "Szkoda ze tak wcześnie się spotykamy w tym t8". Zrozumiałem to jako "Szkoda, że tak wcześnie musze Cię pojechać biedny, mały Sołtysie będący w kwiecie sił witalnych", ale nauczony przykładem premiera przyjąłem wyzwanie.
Gra nr 1: Po wygranym rzucie kostką i decyzji, że gram pierwszy, keepnąłem rękę z czterema Plainsami; Harbringerem; 3/3 flyerem i +3/-3 na zioma. Pierwszym zagranym spellem był właśnie Harbringer, którym wyszukałem balonistę. W 4 turze dobrałem oczekiwanego nieco wcześniej Stalwarta, ale żebym nie tracił na tempie wskoczył Baloniarz. Obawiałem się, że grę mogę skończyć przedwcześnie przez brak czarnej, która nadal nie dochodziła mimo upływu kolejnych tur; ale stopdeczyłem wreszcie Swampa w 6 kolejce. Kuba zagrał ze swojej strony drzewko-harbrnigera (poszukał kloca 5/7 z trample i vigiliancem); a wcześniejsza próba dogrania 2/3 flyera z flasha to oczywiście mój removal +3/-3. W swojej szóstej dograłem Gianta z 3 kithkinami; ale ten w siódmej wymienia się z jakimś flyerem 1/1 dopompowanym z flashowego Briarhorna na 4/4. Sytuacja robi się nieciekawa, bo na stół u Łosiosława wskakuje 5/7 tree; a ja mam tylko cztery czy pięć kiepskich naziemnych istot i baloniarza versus jego ścianka 0/3; 5/7 paker z trampkami i 3/3 drzewko. Sytuację ratuje kochany topdeck kolejnego Gianta; dostaję tak potrzebnego stworka z możliwością lotu nad kukułczym gniazdem i wygrania wyścigu ciosów oraz równie potrzebnych chump-blokerów. Przy stanie bodaj 14-11 dla oppa atakuje baloniarzem i zamienionym w 5/3 flyera giantem; ale Łoś ma już Wydwen w dłoni i 2 czarne mana na stole, więc może dograć tą uciążliwą legendę i ją wrócić na rękę w tej samej turze. Przed blokerami strzelam w legendę +3/-3, a ta oczywiste wraca na rękę ownera z painem za 1. Sprowadzam go do 4. W swojej blokuję folka harbringerem bojąc się dopaka i jestem na 9. Łosiu w swojej atak folkiem (ja blok wszystkimi dostępnymi 1/1 i spadam na 7); pass. Decyduje się na atak Baloniarzem; Stalwartem (z fly) i Giantem(5/3 fly). Wskakuje ponownie Wydwen i wymienia się z Giantem; Łosiu nie jest w stanie jej zbounceować wiedząc, że przypłaciłby to przegraną; przed damagem strzela na -1/-1 do balonisty i dociąga kartę z faerie. Zostaje na 1 życia. Dogrywam jeszcze blokera w postaci 2/2 latacza i kończę. Łosiu po dobraniu nic nie znaczącej karty i nie mając szans zadania mi odpowiedniej liczby damage wciska concede.
Gra nr 2: Z tej gry wyznam szczerze zapamiętałem niewiele poza tym, że poszła dużo, dużo łatwiej od pierwszej. Pożyteczny po raz kolejny okazał się pierwszoturowy Stalwart oraz moi flyerzy; stutorowany Hrabringerem Balonista; 2/2 changeling i potem Plover Knights wskrzeszeni po śmierci w niewyjaśnionych okolicznościach przez Warren Pilferersów.
Rozgrywka była w miarę jednostronna; przez co nieciekawa, więc nie ma co się rozwodzić nad każdą turą z osobna.
2:0; witamy w t4
Runda 7 : Błażej 'Agrantar' Jastrzębski UBw
Po wymienieniu paru klasycznych zdań w stylu: "Życzę Ci powodzenia chociaż wiem; że Ty wiesz; że tak naprawdę życzę Ci połamania miednicy" zaczęło się.
Gra nr 1: Typowy wyścig z czasem, obaj mieliśmy szybkie rozdania i sporo opcji na rękach. U mnie szybki Isamaru; u Niego Mad Auntie. U mnie Latacz 2/2; Błażej jakiś gobos 2/2 (chyba ten z fearem); dalej ja 2gi Isamaru i Ghostly Changeling; on Jeżownik. Dogrywam po zagraniu piątego landa latacza 3/3 (z painem od Quilled Boggarta) i w następnej mój ulubiony, choć tak rzadko widywany Cloudgoat Giant; u oppa jakaś ferie, co daje 2 gobo tokeny, za które się pakuje do 3/3 flyera. W jednej z midgameowych tur robię żałosny błąd - zapominając o Auntie atakuje Stalwartami tracąc oba za darmo na podrasowanych o +1/+1 gobosach; giant wymienia się z faerie, ale Plover Knighty wbijają po raz drugi za 3. W kolejnej Błażej długo kombinuje i wreszcie posyła wszystko poza ciotką do boju. Blokuję najsilniejszego jednym tokenem zostając na resztce życia. Oppo oddaje turę z 4 wolnej many. Przewiduję jakiegoś wałka z flashem, lecz robię alpha strike 5 stworkami, mając na ręce Surge’a i za jego sprawą będąc stosunkowo pewny wygranej. Błażej tajemniczo się uśmiecha i mówi tylko: "Ok, nastepna".
Gra nr 2: W sumie wolna ręka; ale z Plainsem i Swampem oraz removalem więc keep; w 3 turze 2/2 flyer; w 4 harbringer po 3/3 flaya; a po jego stronie tylko szalona gobo-ciocia (Mad Auntie). Już w 5 turze tak naprawdę rozegrały się losy tego pojedynku. Zdecydowałem się na atak lataczem i harbringerem, wiedząc, że 4 wolne mana oppnenta z U to jakiś flash. Rzeczywiście do gry wskoczył 2/3 flasher i Błażej blokuje jego 2/3 fly na mojego 2/2 changelinga oraz ciocia na harbringera. Najwyraźniej atak harbringerem został uznany za blef; ale Surge of Toughtweft szybko wyprowadziło oppa z błędu. Nastąpiła więc wymiana 2 za 0 na moją korzyść (2 za 0 bo dobrałem kartę z Surge’a - bodajże Oblivion Ringa). Kolejni rozpaczliwie przyzywani przez przeciwnika blokerzy rozbili się szybko o mój removal, napór nie ustawał i tak aż do kości.
2:0; grande finale
Runda 7, finał Bartosz "Kleszczu" Kleszcz (GWb)
I kolejny stary znajomy; Kleszczu (na forum Nightspirit), współuczestnik licznych śląskich limited eventów, który wysyciwszy (P)Rosoła w półfinale jakże agresywnym połączeniem kolorów, utorował sobie drogę do t8. Decydujemy; że zachowamy ustalony odgórnie podział nagród tzn. zwycięzca koszulka i 10 boostów, a przegrany 5 paczek na otarcie łez i pobudzenie chorej trzustki. No to frugo!
Gra nr 1: Wygrywam rzut i zaczynam po mullu do 6 z niezła aggro łapką. Wskakuje Stalwartem w 1 turze; Kleszcz: land-go. W drugiej land; atak za 2 i go. U Bartka land + Woodland Changeling i kończy. W mojej trzeciej atak Stalwartem; bez bloku; Bartek na 16. Dogrywam 2/2 Avian Changelinga i eot. On dorzuca do kompanii Kinsbaile Skirmishera dając Woodlandowi +1/+1, więc przyjmuję 3 na tors(17). W czwartej gram Kitikata Baloniste i atak flyem za 2 (Bartek na 14). Dalej Kleszczu wrzuca samo zło w postaci Kithkin Mountcallera; teraz każdy jego zabity elf i kithkin daje mu dodatkową kartę na ręce. W międzyczasie następuje jakaś zapomniana przeze mnie wymiana 1 za 1 w combacie (Kleszcz drawuje z elfa); a baloniarz dostaje z Crib Swapa zmieniając się w budzącego średni poziom grozy 1/1 changelinga. Stan żyć przed moją szóstą turą to 14 - 9 na korzyść Kleszcza. Teraz zaczynam długo rozważać kwestie proporcji w moim ataku i obronie. W końcu posyłam do boju wszystkich, łącznie z tym 1/1 mając na ręku niespodziankę na potem; nic (nie)spodziewanego się nie pojawia z flasha i sprowadzam go do 9. Dogrywam 6 land (Vivid Marsh) i Ghostly Changelinga poczym oddaję turę. Bartek troszkę kombinuje w swojej 6tej; widać, że myśli nad wyborem stworka do zagrania. W końcu w stół uderza drugi Skirmisher, dając Mountcallerowi +1/+1 i atak wszystkim za 7. Blokuję bodaj elfa; nie mając wolnej czarnej na dopałkę, ale jednocześnie nie chcąc napełniać ręki przeciwnika kartami w tych kluczowych chwilach. Spadam do 5 życia. Bartek dogrywa 6 land i oddaje turę z czterema wolnej many bez zagrywania drugiego w tej turze spella. W siódmej rozstrzygającej kolejce następuje pora na moją niespodziankę skrywaną na ręku od początku rozgrywki. Dzięki drugiemu niby-swampowi w postaci Vivid Marsha jestem w stanie zagrać Profane Command za x = 4. Z czterech dostępnych opcji wybieram loselifowanie (Bartek na 5) i -4/-4 na blokera, który spada na grejwa. Spodziewam się jakiegoś flasha, który rozwieje moje marzenia o zwycięstwie w tej grze; ale nie mając wyboru posyłam wszystkich 3 zawodników do czerwonej strefy za równiutkie 5. Bartek na to: "Hmm tego się nie spodziewałem" i przechodzimy do drugiej gry. W kuluarach dowiedziałem się, iż drugim z możliwych do zagrania przez Bartka spelli był 4/5 treefolk; którego Command za 4 nie zdołałoby ubić i w efekcie bym najpewniej wtopił. Kleszczu wyznał, iż popełnił błąd, bojąc się point removalu zadecydował; że jak już ma posłać kogoś na śmierć to lepiej 2/2 kmiecia niż 4/5 kafara.
Gra nr 2: Bartek decyduje, że zagra. Ja również zatrzymuje startową siódemkę. On land go; ja land Stalwart i revealuje 2/2 fly Aviana. Bartek 2/2 woodland Changeling i go. W 2 turze atakuję i oba stworki spadają po bloku na grave. Ja land-go. Kleszczu również land-go w swojej trzeciej. Ja tymczasem dogrywam Aviana i kończę, na co on wskakuje z 3/4 reach treefolkiem (Cloudcrown Oak). Dogrywam kolejnego Aviana i oddaję. Bartek dorzuca w kolejnej Runed Stalactite; equip drzewka, atak i spadam na 16.
Zajeżdżamy się w ten sposób wzajemnie do stanu 8 - 8. Po drodze giną mi fajni na deck z zielonym Boggart Loggersi, załatwieni Oblivion Ringiem nim zdołałem odtapować jedyną wówczas czarną manę i ubić jakże wstrętne drzewko. Blokuję w jego 8 turze drzewko jakimś chumpem (nie pamiętam; chyba Ghostly Changeling); Bartek dogrywa jakiegoś elfa czy treefolka i kończy. Zanim to jednak nastąpiło w swojej 7 zagrywam Hoarder's Greed spadając na 4, ale zyskując 4 świeże karty na ręce. Bartek nie miał na stole żadnego odtapowanego stwora mogącego zablokować moich lataczy (zresztą postawienie na zbyt naporowe akcje nie było trafionym pomysłem oponenta w tej partii; mógł mnie spokojnie wyczekać przyjmując bardziej kontrolny styl gry, co zresztą sam potem przyznał) i tylko 1 wolną mane (Forest). Uśmiecham się i atak dwoma sztukami Avian Changelingów; podwójne +1/+1 z Surgeów i gra dobiega końca w turze nr 8.
2:0 na koniec bardzo udanego dnia
Gratz dla wszystkich uczestników i liczę, że kiedyś jeszcze coś pogramy. Ostateczne wyniki:
1 Soltysik, Daniel
2 Kleszcz, Bartosz
3 Rosolek, Arkadiusz
4 Jastrzebski, Blazej
5 Widera, Krzysztof
6 Rowinski, Krzysztof
7 Malega, Jakub
8 Slusarczyk, Krzysztof
Na koniec małe podsumowanko w pigułce.
Plusy:
- jak zawsze świetna zabawa w gronie sprawdzonych ziomków,
- klimat Lowryna i świetne tempo rozgrywek; aż chce się grać, bo zawsze coś się dzieje,
- pojazd ze wszystkimi 2:0 zawsze cieszy,
- 0 błędów w konstrukcji decka; wszystkie karty się sprawdzały naprawdę znakomicie i w sumie chyba tylko raz użyłem sideboardu,
- prawie 0 błędów podczas samych rozgrywek, poza tą akcją z Salwartami, która zmarszczyła mi mięśnie czoła,
- tania pizza,
- koszulka w jedynym słusznym kolorze; nie jakaś tam fioletowa czy żółta.
Minusy:
- szkoda, że żaden z kumpli, z którymi przyjechałem nie dał rady wejść do t8; ale liczę na was w przyszłości panowie (tylko mi się tu nie wzruszać),
- nie wszyscy, którzy chcieli mogli zagrać; ograniczenie miejsc jednak trochę boli, choć oczywiście rozumiem, iż trudno coś na to poradzić ot tak,
- Stalwart suicide run w półfinale.
Generalnie impreza naprawdę bombowa; już nie mogę się doczekać jakichś draftów z Lorwyn. Mam nadzieje, że fajnie się Wam czytało i że artykuł spełni jakąś rolę edukacyjną dla mniej zaawansowanych czy wręcz dopiero startujących w magicowe szranki graczy. Za wszelkie błędy i niedopatrzenia z góry przepraszam czytających, których jakiś fałsz zakole w oczy. Jeśli dla kogoś jakiś termin czy coś innego jest niejasne proszę pytać na forum; chętnie pomogę w miarę możliwości.
Pozdrawiam; Sołtys
Skomentuj na forum
|