Witam
Tak jak obiecałem Wowowi - raport z turnieju w Czarnkowie.
Jak dowiedziałem się dwa tygodnie przed turniejem, zawitać do Czarnkowa miało wielu graczy, niestety na miejscu okazało się, że jest nas tylko dziesiątka - wszystko przez sesje, grypy, ferie i inne pierdoły. Postanowiłem zagrać sprawdzonym, katowanym od lat (na przemian z reanimatorem) "UG Madnezz a.k.a. Locco". Nie wprowadziłem za wiele zmian w mainie, w stosunku do wersji, jaką grałem w Bydgoszczy, zasadnicze zmiany wprowadziłem za to w sidebordzie.
Ostatecznie zagrałem taką wersją:
4*Basking Rootwalla
4*Wild Mongrell
3*Arrogant Wurm
3*Aquaoemba
2*Waterfront Bouncer
1*Wonder
1*Gilded Drake
1*Genesis
4*Careful Study
4*Circular Logic
4*Chrome Mox
3*Daze
3*Deep Analysis
3*Roar of the Wurm
2*Intuition
8*Island
5*Forest
4*Yavimaya Coast
1*City of Brass
SIDEBOARD
2*Stiffle
1*Gilded Drake
4*Chill
4*Naturalize
4*Seal of Removal
Z tradycyjnym godzinnym poślizgiem rozpoczęliśmy pierwszą rundę.
Runda 1
vs Grzegorz Królikowski (UB Tog bez Wishy)
Przeciwnik wygrał rzut kością i rozpoczął wystawiając wyspę. W mojej pierwszej turze zagrałem coasta, moxa (z niebieską kartą) i rootwallę. Z końcem tury przeciwnik zagrał brainstorma, a w swojej kolejna wyspę i zakończył. W mojej drugiej turze zagrałem foresta i zaatakowałem jaszczurką sprowadzając oponenta na 17. W trzeciej Grzech zagrał wampa i zakończył. Dołożyłem kolejny ląd, ponownie zaatakowałem podpakowaną jaszczurką. Czwarta tura przeciwnika i kolejne land - go. U mnie bez również bez zmian - podpakowana rootwalla sprowadza przeciwnika do jedenastu. Z końcem Grzegorz zagrywa Fakty, na co odpowiedziałem intuicją po genezę, anala i Stiviego (Wondera). Przeciwnik dał mi Wondera a ja już wiedziałem, że gra jest moja - nie miał nic do usuwania kart z grave'u. Fakty podzieliłem - brainstorm, counterspell oraz island, island, FoF - przeciwnik wziął mniejszą kupkę. W piątej turze zagrał toga a ja w swojej wondera. Oponent wstrzymał się z atakiem i oddał mi turę. W mojej 6t zaatakowałem wonderem, na co oponent zdiscardował wondera na toga i zablokował - nie miałem islanda, więc wonder w grobie nie był dla niego zagrożeniem. Ja zauważyłem to dopiero po ataku. Próbowałem ratować się analem z flashbacka, jednak został skontrowany. Przeciwnik zagrał kolejne fakty, które podzieliłem
akumulator, counterspell oraz 2xIsland, Upheaval - wziął AK i kontrę. Po
odtapowaniu i dobraniu Grzegorz długo kalkulował czy mnie zabije, ale
brakowało mu 2 dmg by mnie zabić, więc uszczknął mi tylko 1 życie latającym togiem. W moje turze dobrałem w końcu islanda, zagrałem analizę oraz amebe, którą skontrował, i z końcem tury zagrał akumulator. Na szczęście dla mnie nie dobrał smothera i mogłem zablokować toga jaszczurką, pozbywając się paru kart z grave'u przeciwnika (pump rootwalli). W ósmej turze wyciągnąłem rootwallę (genzką). Zagrałem careful study, discardując rootwallę (nie ma kontry) i roar'a. Zagrałem jeszcze psa (brak kontry) i kolejnego psa - tym razem force spike. Sytuacja wyglądała okropnie dla Grzegorza, ale skubaniec nie chciał się poddać i stwierdził, że będzie grać do końca (i w ten sposób zagraliśmy tylko 2 gry...). Przy pomocy genezy kontrolowałem już grę do końca i w piętnastej turze (bronił się zawzięcie) zabiłem oponenta.
side:
IN: 4*seal of removal, 1*gilded drake
OUT: 3*daze, 2*aquaomeba
Na drugą grę mieliśmy ok. 10 minut.
Po dobraniu stwierdziłem, że mam raczej przeciętną rękę, ale postanowiłem zagrać. Przeciwnik rozpoczął od duressa, pozbywając mnie seala. Ja rozpocząłem od careful study (roar i mox do grobu) i moxa. W drugiej dołożył ląd, a ja w swojej land i świeżo dobranego seala. Kroolik zagrał z końcem akumulator, a w swojej dołożył kolejny ląd i oddał turę. Przez kolejne 2 tury skutecznie wykontrowywał mi kritki i w swojej 6t zagrał toga. Próbowałem ratować się mongrelem, ale został skontrowany. Jak na złość moje kolejne drawy to landy albo moxy i po paru wjazdach "za jeden, dwa" (seal na stole) sprowadził mnie do 10. Pod koniec mojej 9 rundy zagrał capsize'a w seala - na co miałem lodzia. Spodziewając się braku kontry, spróbowałem zagrać psa, ale zobaczyłem counterspella. Przeciwnik został z 1 odtapowanym landem wiec zagrałem gilded
drake'a, który dostał z alternatywnego foila. W swojej sprawdził mi rękę
duressem (discardując moxa), dołożył drugiego toga i stuknął za 1. U mnie stopdeckowana rootwalla wylądowała na stole, ale wiedziałem, że już z tego nie wyjdę. W następnej turze zginąłem - dosłownie 30 sekund przed końcem czasu. Trzecią sobie odpuściliśmy. Obiecałem mu rewanż w finale :-)
1 pkt
0-0-1
Runda 2
vs Agnieszka Wąchnicka (Powrót żywych trupuff - deck, Agnieszka jest niezła
:-PP)
Agnieszka należy do "niedzielnych graczy", a deck złożyłem jej 5 minut przed turniejem ... Aga wygrała rzut kością (i tak już było do końca - nie
wygrałem żadnego rzutu kością ani monetą), dobrałem swoje siedem kart (roar, mox, daze, island, pies, coast, rootwalla) i rozpoczęliśmy. Zaczęła twardo od duressa - discardując moxa. Ja zagrałem rootwalę i skończylem. W drugiej ponownie zobaczyłem duress i daze do grobu. Moim drugim karcicielem był pies, a jaszczura rozpoczęła powolne dzieło destrukcji na Adze. W swojej trzeciej turze zagrała ona Zombie Infestation. Ja zaatakowałem ją psem i jaszczurką, sprowadzając ją do
15 (roar do grobu). W kolejnej turze Aga zagrała spawning poola i oddała
turę. Ponownie zaatakowałem ją psem i jaszczurką, na co odpowiedziała
terrorem w psa - w odpowiedzi na stole wylądowała kolejna rootwalla i pies
przeżył, sprowadzając Agę do 12 (rootwalla zablokowana tokenem z
infestacji). Tymczasem u Agi pojawił się undead warchief. Nie zważając na to kontynuowałem napór psem i rootwallą, starając się robić dobrą minę do złej gry (byłem nadal na 2 landach) i sprowadziłem ją do 8. Aga dołożyła trochę mięsa w swojej (festering goblin i cabal interrogator), co spowolniłoby mnie, ale dobrałem w końcu land i zagrałem intuicje po 2*anal i wondera. Zagrany turę później roar skutecznie zniechęcił rywalkę do dalszej gry i rozpoczęliśmy drugą.
Ponieważ Aga nie miała side'u, uznałem, że to trochę nie fair było by się
sideować, więc deck pozostał bez zmian.
W pierwszej turze na stole wylądowały tylko landy, a drugiej interrogator u
niej a u mnie pies. W trzeciej turze dołożyła oversold cemetary, a ja w
swojej zaatakowałem psem za 3, discardując roara i zagrałem kolejnego mongrela. Aga odpaliła w swojej interrigatora za 2, pozbywając mnie aquaoemby, nie dobrała jednak landu. Sprowadziłem ją do 13 dwoma psami i zagrałem roar'a z flashback'a. W piątej turze, Aga znowu nie ujrzała landu, mimo cyclingu pollutera, pojawił się za to festering goblin, tzn. pojawiłby się, ale dostał z alt. daze'a. Na ręku miałem jeszcze dwa logici i 2 psy + robal - wygrały mi
grę.
1-0-1
4 pkt
Runda 3
vs Łukasz Bocian ("złożę sobie madnesa.dec" - czyli madness bez paru ważnych
kart)
Moja początkowa ręka to 3 landy, roar, mox, pies i arrogant, więc
spodziewałem się raczej krótkiej gry. Łukasz rozpoczął islandem, ja dobrałem ląd, więc wolałem nie imprintować nic pod moxa i zagrałem tylko wyspę. W drugiej zobaczyłem psa. Nie pozostałem mu dłużny i w swojej dołożyłem ląd, moxa na daze'ie oraz własnego mongrela. Przeciwnik odtapował się, zaatakował psem podpakowanym rootwallą (nie blokowałem) i dołożył cephalid colosseum. W swojej dobrałem intuicję, dołożyłem ląd i oddałem turę Łukaszowi. Przeciwnik próbował spekulować w swojej turze, na co odpowiedziałem intuicją po 3 logiki i skontrowałem. Do tego nie miał land dropa i utknął na parę tur na 3 lądach. Ja odtapowałem się, dołożyłem kolejny ląd i spasowalem. Następna tura Łukasza to próba szukania lądu za pomocą careful study - niestety nie
dokopał się, zrzucił za to analizę i próbował zagrać ją z flashbacka -
miałem daze'a, i z końcem tury zagrałem jeszcze arrogant wurma. Odtapowałem się i zaatakowałem robakiem i psem - zablokował psa rootwallą a arroganta swoim psem (nie dopakował). Zdiscardowałem roara i zagrałem go, stawiając Łukasza raczej w kiepskiej sytuacji. Przeciwnik odtapował się, zagrał bouncera po czym oddal ture. Popełnił jednak błąd i zablokował nim roar tokena, wpuszczając psa podpakowanego rootwallą. W swojej turze Łukasz odtapował się, dobrał kartę i stwierdził, że gramy następną.
Łukasz również nie posiadał sideboard'u, więc i ja nic nie zmieniałem.
Rozpocząłem raczej ze średnią ręką - 5 landów, study i logika. Przeciwnik
rozpoczął tym razem agresywniej - forest, rootwalla. Mój pierwszy draw nie przyniósł nic ciekawego, podobnie ja careful study (ląd i geneza do grobu i pies na rękę). Łukasz odtapował się, dołożył ląd i zaatakował jaszczurką (-1) i zagrał bouncera. Ja w swojej zagrałem mongrela i go. Od trzeciej tury Łukasza zaczęła się zabawa w cofanie mi psa na rękę i wjazd najpierw jedną a potem dwoma jaszczurkami. W czwartej zagrałem 2 mongrele i oddałem turę Łukaszowi. Oczywiście odtapował się i cofnął jednego, wrzucając sobie do grobu coraz to lepsze karty - tym razem wondera - kontynuował napór jaszczurami. W ten sposób Łukasz męczył mnie jeszcze przez parę tur, ja w międzyczasie budowałem sobie rękę i grave na jedno porządne uderzenie. I tak w moje siódmej turze na stole miałem 3 psy, amebę i arroganta, które, mimo wciąż szalejącego bouncera spokojnie zabiły na śmierć przeciwnika w przeciągu 2 tur.
2-0-1
7 pkt
Runda 4
vs Marcin Szwed (Ponza)
Tradycyjnie, przegrałem rzut kością i do tego zmulliganowałem pierwszą rękę. Marcin Rozpoczął od Sandstone Needle'a, ja natomiast od foresta, moxa na daze'ie i mongrela. W drugiej mox dostał z pillage'a. Dołożyłem coasta i zaatakowałem psem za 2. Przeciwnik próbował zniszcz wybrzeże molten rainem ale miałem logikę. Przez kolejne 4 tury kontynuowałem ataki psem, sprowadzając przeciwnika do 10 pkt życia, w międzyczasie tracąc foresta od stone raina i coasta z bowla. W grobie pojawił się za to roar z careful study). W swojej piątej turze miałem tylko w islandy na stole a na ręce moxa i psa,W szóstej turze u przeciwnika pojawiła się magnivore'a (5/5) i port, sprowadzająca mnie do 13 życia (wcześniej trochę się kłułem coastem). Ja odpowiedziałem coastem, moxem i robalem z grobu. W siódmej dołożył kolejny port, slitha i pozostał w defensywie (już do końca :P). W swojej zaatakowałem go robrem i psem - tu błąd, pies zginął od magnivory, pozbyłem
się za to slitha. Dołożyłem drugiego psa i go. Po dobraniu karty,
przeszliśmy do gry drugiej.
Side:
IN:4*chill, 2*stiffle
OUT: 2*bouncer, 2*logic, 1*ameba, 1*anal
Tym razem Marcin mulliganował się do 6. Moje pierwsze siedem kart wyglądało nieźle - 2*chill, island, forest, intuicja, stiffle, arrogant.
Marcin zagrał w pierwszej turze Ghitu Encampment, ja natomiast las i
jaszczurkę, planując zagrać chilla w drugiej. Niestety, Marcin zagrał porta
i tapując mi portem las w upkeepie, nie zobaczył chilla w drugiej ale
dopiero w trzeciej turze. W międzyczasie straciłem foresta od pillage'a i
stuknąłem Marcina 2 razy rootwallą. W swojej czwartej miałem 2 landy (z
czego jeden zatapowany portem) i kutającą za 1 jaszczurkę - raczej
nieciekawie. Ale dopiero w piątej zaczęła się jazda, bo oponent zagrał druta, skutecznie lockując mnie na parę tur. Dopiero w siódmej turze wygrzebałem się z druta i dołożyłem trzeci ląd. U Marcina natomiast pojawił się slith firewalker, który zabrał mi jedyny w tej grze punkt życia. Pod koniec jego tury zagrałem intuicję po trzy roary i w swojej dziewiątej, dzięki moxowi pierwszy z robali pojawił się na stole. Przeciwnik zablokował pierwszy atak roara slithem i dołożył kolejnego druta, a w następnej turze mastikorę. Niestety stracił ją od gilded drake'a draka następnej turze, dołożyłem jeszcze kolejnego tokena - robala i Marcin złożył karty.
3-0-1
10 pkt
Runda 5
vs Paweł Zigo Muszyński (mono U-mill)
Paweł grał deckiem na scalpelexis i milestone'ach, miał do tego parę kontr i MASĘ bounce'u. Naprawdę wkurzająca mieszanka (co nie znaczy, że skuteczna :P). Widziałem jednak, że to będzie raczej długa gra. Nie myliłem się. Rozpocząłem z jednym tylko lądem na ręce i sugerując się możliwością kutania od pierwszych tur oponenta rootwallą, wydawała mi się na tyle kusząca, że nie wziąłem mulligana. Do piątej tury nie zobaczyłem drugiego lądu. Ale od początku: Paweł rozpoczął wyspą, ja natomiast lasem i rootwallą. Z końcem Paweł robi burzę mózgu by w swojej turze rzucić snap na jaszczura. Ponownie zagrana jaszczurka spotkała się kontrą i plan spalił w panewce :P . Jakby tego było mało wkrótce pojawił się na stole millstone. W końcu (5 tura) zagrałem drugi land - city of brass i zagrałem careful study, nie dokopałem się jednak do kolejnego lądu ani moxa. W swojej szóstej zagrał w końcu głównego killera w decku - scalepelixis. Ja dla odmiany nie dobrałem lądu (sic!) i zagrałem psa, który jednak wrócił szybciutko, tam skąd przyszedł (snap). I tak już do końca - mielonko - oczywiście lądy - a jak już cos zagrałem to tylko na jedną turę. W 12 turze nie miałem już library, a to dzięki skalpelowi, który usunął mi za grę jedynego wondera, co uniemożliwiło mi obronę przed tą straszną bestią. 2 millstone'y też raczej nie próżnowały... Zabrakło jednego wjazdu.
Side:
In: 4*naturalize
Out: 4*lodzik
Mimo przegranej, byłem pewien ze nie powinienem mieć problemów z talią Pawła, a moja porażka była po prostu pechowa.. Drugą grę rozpocząłem szybkim pierwszoturowym psem. Oponent wystawia wyspe i oddaje ture. W drugiej turze zaatakowałem, sprowadzając Pawła do 18 i oddałem turę, mając 3 wolnej mana i arroganta na ręce z zamiarem zagrania go pod koniec tury Ziga, plan się nie powiodl bowiem wurm dostal dostał z memory lapse'a. Zagrałem go ponownie w turze trzeciej, sprowadzając przeciwnika na 15. Paweł dołożył tylko ląd i oddał turę. W czwartej zmniejszyłem stan życia przeciwnika do 9. U Pawła ponownie land - go, ja ponownie zaatakowałem psem i arogantem, jednak ten drugi wrócił na rękę {boomerang}. W piątej turze oponent zagrał lootera i
skontrował zagranego instantowo wurma kolejnym lapsem. I tak jak ostatnio, pies za 3 i arrogant w grze. W następnej turze sprowadziłem go do zera.
Trzecią grę rozpoczynałem z raczej nieciekawą ręką, ale postanowiłem
zaryzykować. Paweł tradycyjnie - land go, u mnie island, study - analiza do grobu. Z końcem Paweł zagrał brainstorma, w swojej dołożył ląd. W mojej drugiej dołożyłem ląd, moxa i psa - memory lapse. Paweł odtapował się, dołożył trzeci ląd, a mi końcu udało się zagrać mongrela, ten jednak wrócił do budy, tzn. na rękę, pod koniec tury - unsummon. To zaczynało się robić wkurzające. W czwartej turze u Pawła tradycyjne land - go, u mnie pies, analiza z flashbacka i snap w jamnika z końcem. Zacząłem się zastanawiać, czy wynajdowanie logik było logiczne... W piątej skończył się bounce i na stole wylądował pies i meba i zacząłem w końcu zabierać mu życie - systematycznie, 5 na turę. Zginął w dziewiątej.
4-0-1
13 pkt
Tak więc koniec swiss'a i jestem drugi. Z powodu braku czasu możemy zagrać tylko finał a po swissie pierwszy był mój przeciwnik z pierwszej rundy Grzegorz - również 13 pkt, jednak miał minimalnie lepsze tiebreakery. Przypomniałem mu, co mu obiecałem i zaczęliśmy.
Finał
Vs Grzegorz Królikowski (tog)
Grzegorz ponownie wygrał rzut kością i rozpoczął wyspą. U mnie coast, mox, study - rootwalla do gry i analiza go grobu. Hmm, całkiem dobry początek. W drugiej turze Kroolik dołożył ląd i oddał turę. Ja stuknąłem go za 1 jaszczurem i z końcem akumulator (oczywiście u Kroolika) na co
odpowiedziałem intuicją po genezę, wondera i analizę. Dostałem genzkę. W trzeciej przeciwnik odtapował się i dołożył deltę a ja wjechałem rootwallą za 1 i przemyciłem na stół psa - mimo brainstorma (sac. delta) i akumulatora za 2. Grzegorz ponownie zagrał ląd i pozwolił mi grać, sprowadziłem go do 12 psem i jaszczurką. Z końcem zagrał trzeci akumulator a swojej piątej turze psychatoga. Odtapowałem się i zagrałem gilded drake'a - miał kontrę, ale wpuścił bouncera. W szóstej dołożył ląd i oddał turę. Ja cofnąłem mu toga i zagrałem analizę z grobu (dostałem rootwallę i logikę), z końcem Grzegorz zagrał gusha (z many). Próbował jeszcze zagrać upheaval'a ale skontrowałem go lodem i Grzegorz poddał grę.
Side:
IN: 4*seal of removal, 1*gilded drake
OUT: 3*daze, 2*ameba
Rozpocząłem z bardzo dobrą ręką, jednak Grzegorz też się o tym dowiedział - duress - straciłem moxa i już nie było tak bosko. (jednak IMO był to błąd, miałem jeszcze intuicję, chociaż jak później mi powiedział nie chciał zobaczyć arroganta w drugiej i roara w trzeciej). W swojej pierwszej zagrałem tylko wyspę. Druga tura to zarówno u mnie jaki u przeciwnika land, go (obawiałem się kontry, a miałem tylko psa, by zacząć grać poprawnie), w trzeciej zagrałem seala. W czwartej ponownie land - go u Kroolika, u mnie study i rootwalla na stół i geneza do grobu. Dołożyłem jeszcze psa (brak kontry), a przeciwnik zagrał FoF - podzieliłem wyspa, wyspa, capsize na foil, underground river - wziął wyspy i capsize'a, poczym odtapował się, dołożył wyspę i go. Zaatakowałem go psem i rootwallą ale próbował ratować się hibernacją (pies oczywiście został i wjechał jeszcze za dodatkowy punkt, dzięki rootwalli). W szóstej ponownie land, go u Grzegorza i wjazd za 3 u mnie. Z końcem zagrał kolejne fakty - tym razem odpowiedziałem intuicją po wondera, (którego dostałem na rękę) drake'a i analizę. Fakty podzieliłem
tog, aku - 2*land, counterspell - wziął toga, i próbował go zagrać -
odpowiedziałem lodziem, Grzegorz zebral swoja wiedzę ale niestety kontry brak. W swojej turze zaatakowałem psem, który zdechł uduszony smotherem, ale odpowiedziałem jeszcze arrogantem i drugim psem w 2nd main phase. Od tego momentu każdy skontrowany/zabity krit wracał dzięki genezie co turę i parę tur później Grzegorz złożył karty. Turniej no. 49 wygrany.
I to by było na tyle, komentarze mile widziane. |