Był zimny i wilgotny dzień (11.VII.2003), słońce nie pokazywało się już od tygodnia. Po długiej i męczącej wędrówce po lasach południa w końcu dotarłem do miasta. Sam nie wiem, jakim cudem udało mi się dotrzeć do karczmy nie napotykając żadnych kłopotów. Nad starymi drzwiami zwisał lekko nadpróchniały szyld. Litery układały się w nazwę "Bard". Wewnątrz przywitał mnie wszechogarniający spokój. Tu i ówdzie niewielkie grupki zakapturzonych postaci prowadziły ciche rozmowy. Karczmarz żywo gestykulując opowiadał zebranym przy ciepłym kominku historie i legendy o magicznych walkach. Kiedy kobieta wreszcie nalała mi piwa (fikcja literacka - przyp. red.), udałem się na górę, gdzie spodziewałem się spotkać kilku stałych bywalców a także dokonać niejednej transakcji. Już na skrzypiących schodach poczułem nagromadzenie energii, która wprost wylewała się z piętra. Mimo iż najważniejsze wydarzenia dnia miały rozpocząć się za ponad dwie godziny, napotkałem całkiem spory tłum. Panowała atmosfera podniecenia i oczekiwania. Po odnalezieniu znajomych druhów i dość wesołej rozmowie przy Napoju Bogów32, przeszliśmy na temat dzisiejszego widowiska, w którym sami mieliśmy wziąć udział.
Czas zleciał w miarę szybko. Po przygotowaniach cała gromada zebrała się u wyjścia. Mieliśmy jeszcze przed sobą wędrówkę na miejscową arenę, gdzie rozgrywały się lokalne turnieje. Nie uśmiechała mi się przechadzka podczas tej ulewy ale cóż, założyłem kaptur i idąc w ślady innych wyszedłem. Wędrowaliśmy na wschód, ciągle na wschód...
Na miejscu, o dziwo, przywitała nas dobra pogoda. Zapewne Mistrz Areny28 użył swych mocy, aby warunki były zachęcające dla widzów, którzy w końcu płacili za bilety a także stawiali swe pieniądze w mało opłacalnych zakładach. "Sprawy czysto organizacyjne" przeciągały się jak zawsze. Ostatecznie do trudów walki i pojedynków przystąpiło dwudziestu jeden uczestników. Po losowaniu wszyscy udali się w wyznaczone dla nich kręgi. Sięgnąłem po sakiewkę z zaklęciami (po raz ostatni miałem stanąć do wyzwania z tym zestawem). Oto jak prezentowały się moje zbiory:
7 Lasów (Forest)
7 Wysp (Island)
4 Wybrzeża Yavimai (Yavimaya Coast)
2 Wioski na Szczytach Drzew (Treetop Village)
3 Kolebki Gai (Gaea's Cradle)
4 Rajskie Ptaki (Birds of Paradise)
3 Elfy z Llanowaru (Llanowar Elves)
3 Kwitnące Ściany (Wall of Blossoms)
3 Dziadków (Yavimaya Elder)
3 Obłąkanych Pustelników (Deranged Hermit)
3 Jeźdźców Pasatu (Tradewind Rider)
3 Wodnych Wykidajłów (Waterfront Bouncer)
3 Chmary Wróżek (Cloud of Faeries)
2 Jabłuszka (Spike Feeder)
4 Żyjące Życzenia (Living Wish)
3 Opozycje (Opposition)
3 Alarmy (Intruder Alarm)
1 Przebłysk Geniuszu (Stroke of Genius)
SB:
1 Jeździec Pasatu
1 Obłąkany Pustelnik
1 Geneza (Genesis)
1 Jabłuszko (Spike Feeder)
1 Tkacz (Spike Weaver)
1 Uktabi Orangutan
1 Czujny Nantuko (Nantuko Vigilante)
1 Llawan, Cesarzowa Cephalidów (Llawan, Cephalid Empress)
1 Pozłacany Kaczor (Gilded Drake; jeśli ktoś wymyśli lepsze tłumaczenie słowa "drake", to niech się zgłosi, tylko nie piszcie że to mały smok)
3 Propagandy
3 Pokój Chwili (Moment's Peace)
Wkrótce każdy mógł przystąpić do pojedynku.
1 Mariusz Sawicki - "Szczęśliwy Towarzysz Czerwony"(czyli goblin na goblinie)
I
Długo staliśmy w słońcu zanim przeciwnik stwierdził, iż zestaw czarów go zadowala (2 muligany). Nie wiedząc jakimi zaklęciami dysponuje oponent, zdecydowałem się pozostać przy wolnym rozpoczęciu. Jakże się ucieszyłem, gdy mag naprzeciwko mnie rozpoczął zbieranie czerwonej many. Jednak mój uśmiech, spowodowany pojawieniem się Krwiożerczego (goblińskiego) Lokaja1 na arenie nie trwał długo. Podczas gdy ja nadal gromadziłem energię, mała czerwona istota otworzyła drzwi kolejnemu monstrum, które ludzie z miasta zwali... Kierowca2. Moje Jabłuszka3 (jedno Zażyczone4) a także stwory przywołane z domu Dziadka5 szybko ulegały mocy Maniakalny Kowala6, który nie wiedzieć czemu, rzucał iskry na lewo i prawo. Czerwona i zawsze wesoła armia szybko rozprawiła się z moją osobą. Rozpoczęliśmy przygotowania do następnego starcia.
II
Po mojej stronie, pojawił się niewinny Elfik, który dość szybko zakończył swój żywot skręcając się w agonii od palącego go ognia. To otworzyło drogę dla Lokaja, który znowu był wśród nas. Tym razem za drzwiami czekał Gobliński Rzezimieszek7 i już po chwili mogłem się przyjrzeć z bliska wielkiej stopie należącej do czerwonego monstrum. Kwitnąca Ściana8 okazała się niezbyt pomocna. Na szczęście dosyć wcześnie udało mi się zacząć głoszenie demobilizującej Propagandy, dzięki czemu przeciwnik musiał wykorzystywać swe zasoby many, aby zmusić stwory do atakowania. Zwłaszcza gdy rozpocząłem swą Propagandę ze zdwojoną siłą. W międzyczasie do zgrai dołączył Maniakalny Kowal i jeszcze jeden Rzezimieszek. Mój plan wiewiórczej defensywy przy pomocy Obłąkanego Pustelnika9 został lekko opóźniony przez Splątany Drut10, przywołany przez przeciwnego mi maga. Gdy moje punkty żywotności niebezpiecznie się zmniejszyły (do 2), na arenie panowała równowaga zapewniona przez bezlitosne wiewiórki, które jednak dopięły swego i skutecznie zastraszyły gobliny możliwością przerobienia ich na orzechy. Mój Przebłysk Geniuszu11 pozwolił mi zaopatrzyć się w Urok Opozycyjny12, który był sposobem na wygraną. Zbierając manę na rzucenie czaru, oczekiwałem na następny ruch goblinów. Przeciwnik pokrzyżował me plany wyruszając z łopatą na cmentarz, gdzie odnalazł możliwość rzucenia we mnie Ognistym Piorunem33, który jakby nie patrzeć, zakończył dzieło zniszczenia tuż przed moim atakiem
0pkt 0-1-0
2 BYE "Lustereczko, lustereczko, powiedz przecie?"
Przeciwnik, trochę niemrawy i mało rozgarnięty, nieśmiało rozpoczął stopniowo mnie palić. Moje wesołe białe stwory jakoś sobie radziły. W atmosferze dobrej zabawy szybko zakończyliśmy starcie zabijając się nawzajem.
3pkt 1-1-0
3 Łukasz Sawicki - "Zreanimuj sobie coś dziś" (wersja UB)
I
Kierując się słowami "Ta zniewaga krwi wymaga" postanowiłem, iż kolejnemu przedstawicielowi familii Sawickich już ulec tego dnia nie mogę. Me agresywne rozpoczęcie, polegające na przywołaniu rajskiego ptaka, zapewne wzbudziło strach w sercu przeciwnika. Jednak ten nie poddawał się i po chwili mrocznie się śmiejąc Pochował Żywcem13 Anioła Gniewu14. Całej zaistniałej sytuacji towarzyszyły błyskawice i ponura muzyka, która wydobywała się niewiadomo skąd. Po krótkim okresie oczekiwania na ruch oponenta, poczułem unoszący się w powietrzu zapach zgnilizny. Lewitując wysoko skierował na mnie swe przepełnione wściekłością oczy (właściwie to jednego mu brakowało, robaki mu zjadły czy coś) zreanimowany Anioł. Poczułem pierwsze uderzenie. Jednak szybko przeciwnik przehandlował swego stwora za Pozłacanego Kaczora15, którego sobie Zażyczyłem. Jak zwykle była to korzystna wymiana dla tego maga. Do mojej zgrai wkrótce dołączył Jeździec Pasatu16. Po drodze do zwycięstwa musiałem się jeszcze rozprawić ze Spuszczającą Łomot Bestią17. Po chwili przeszliśmy do następnej gry.
II
Przeciwnik powoli zbierał manę, podczas gdy ja kolejno przywoływałem: niepozornego ptaka, Chmarę Wróżek18, Wodnego Wykidajłę19 oraz Jeźdźca Pasatu. Z tym arsenałem oczekiwałem reakcji z drugiej strony kręgu. Wszelkie moje nadzieje na szybki koniec rozwiała Cesarzowa Cephalidów20. Po pewnym czasie udało mi się przyzwać Kwitnącą Ścianę, która pohamowała zapędy Cesarzowej. Jednak dobra passa mnie nie opuszczała. Patrząc Cesarzowej w oczy gromadziłem w rękawie armię niebieskich stworów (2 Chmary Wróżek, 2 Wykidajła, 2 Jeźdźcy Pasatu). Przeciwnik bezlitośnie reanimował Spuszczającą Łomot Bestię a chwilę później mojego emerytowanego wojownika - Dziadka. Oczywiście zapomniałem o kolarstwie21 mojej Chmary Wróżek. Gdy punkty żywotności spadły mi do 6, Bestia była na tyle szczwana by przydzielić wszystkim po 6 obrażeń.
III
Również tym razem przywitała mnie jak zawsze szybka i skuteczna Cesarzowa. Jednak w pojedynkę nie była w stanie się przeciwstawić mojemu urokowi osobistemu (Opozycja) oraz kilku stworom, które razem skutecznie nie pozwalały przeciwnikowi na wykorzystanie jego many. Od tego momentu swe maniakalne żądze zaczęła zaspokajać Wioska na Szczytach Drzew22. Która już do końca powodowała, intensywne wykrwawianie się mego oponenta.
6pkt 2-1-0
4 Michał Zembaty - "Dzisiaj wyświetlamy filmy porno" (czyli znowu goblin na goblinie)
I
Szybki Gobliński Rzezimieszek, którego przyprowadził jeszcze szybszy Lokaj (jeszcze nigdy nie wygrałem z Michałem rzutu kością), skutecznie zniszczyły moje nadzieje na stawianie oporu. Gdy monstrum biegało po arenie trzymając w rękach moją nogę, wiedziałem że nie dam rady powstrzymać wygłodniałej hordy. Przeszliśmy do następnego starcia.
II
Tym razem to ja manipulowałem zaklęciami (muligan, który był bardzo złą decyzją, gdyż zaraz nadciągał Las, dzięki któremu na arenie wylądowałyby dwie Ściany, Propaganda, Jabłko i inne zabawki), lecz w końcu zdecydowałem się podjąć wyzwanie (choć wciąż nie byłem zadowolony). Ze smutną miną patrzyłem na zwyczajowy zwiastun śmierci w postaci dobrze znanego mi Lokaja. Moje próby obrony były niczym przy prędkości przeciwnika.
6pkt 2-2-0
5 Artur Kaźmierczak "Blastoderm, Blastoderm living on the road" (RG Beatdown)
I
Rozpoczęliśmy od masowego wyczarowywania różnych malutkich stworów. Przeciwnik szybko wygenerował duże ilości many, których użył do przywołania Wygłodniałych Balothów23. Przywołując kolejnych Jeźdźców Pasatu trzymałem wszelakie bestie z daleka ode mnie. Musiałem jednak ugiąć się, napotkawszy Potwora o Wybuchowej Skórze24. Z opresji uratował mnie Alarm25, który udało się wszcząć. W atmosferze ogólnego zdezorientowania przywołałem Obłąkanego Pustelnika, który przywlókł ze sobą parę wiewiórek. Pozwoliło mi to na "wrócenie świata" przeciwnego maga a także na wygenerowanie tylu wiewiórek (kombo), ile tylko moja chora psychika zechciała.
II
W naszym kręgu dosyć wcześnie rozlała się fala (dwukrotnej) Propagandy. Jednak przeciwnik dysponował tak wielkimi zasobami many (wręcz tonął w niej), iż już wkrótce po arenie stąpały olbrzymie Potwory o Wybuchowej Skórze i Wygłodniałe Balothy. Natomiast moja mana nie miała gdzie się spożytkować (choć też w niej tonąłem). Jakąkolwiek defensywę udało mi się przywołać, zawsze była niewystarczająca na zaistniałą sytuację. Mój Jeździec nie przetrwał pojedynku z bestią zwaną Płomiennojęzycznym Kavu26. Rozrywany na części przez olbrzymie stwory, nie wytrzymałem okrucieństwa i poległem.
III
Sytuacja była patowa. Choć przeciwnik sprowadził mnie do niewielkiej ilości punktów żywotności, to potem ani ja ani on nie byliśmy w stanie zaszkodzić drugiemu. Oponent był na tyle przewidujący, iż dopuścił się Naturalizacji27 mojego Alarmu, co spowodowało utracenie uzyskanej przeze mnie przewagi. Gdy Mistrz Areny ogłosił, iż niedługo wszystkie nierozstrzygnięte pojedynki zakończą się remisem, każdy intensywnie się pocąc usiłował obmyślić plan zniszczenia pozwalający mu na zdobycie kolejnego zwycięstwa w pozostałych mu turach. Jak się okazało, miało mnie spotkać pewne szczęśliwe zdarzenie. W czwartej (mojej) kolejce po terminacji, po mojej stronie areny stały: Jeździec Pasatu, Elfy z Llanowaru29, Wioska , Kolebka Gai30, trzy Lasy, dwie Wyspy, trochę stworów i Wyspa w zanadrzu. U przeciwnika widać było parę stworów, które chwilowo nic nie robiły. Koszt przywołania Pustelnika odbił się echem, które zapłaciłem używając Kolebki Gai, a z nadwyżki mana aktywowałem Wioskę. Dociągnąłem czar przywołujący Kwitnącą Ścianę i użyłem go, następnie Alarm, który również znalazł się zaraz na arenie. Jeźdźcą Pasatu wróciłem Ścianę na rękę i wystawiłem z Wioski i Elfa (które obudził Alarm) i w ten sposób dobrałem wszystkie czary w moim mieszku. Dostawiam Wyspę, zagrywam Chmarę wróżek, pobieram milion mana z Kolebki, rzucam Przebłysk Geniuszu i zmuszam przeciwnika do dobrania ilości zaklęć większej niż ma w swojej sakiewce. Tan próbował się jeszcze ratować natychmiastowym31 Lasem, ale wygrałem.
9pkt 3-2-0
Tak oto ani wygrany, ani pokonany, zaciągnąłem kaptur i ruszyłem przed siebie. Za plecami mając arenę, na której toczyły się nie mające już dla mnie znaczenia walki.
Do top4 dostali się:
Sławek "Żaba" Jabs grający Rock'iem - 15pkt
Michał Zembaty grający Goblin Sligh'em - 13pkt
Michał Świętek grający UG Madness'em - 12pkt
Grzegorz Engiert grający WWu - 12pkt
W finałach spotkali się Sławek Jabs i Michał Świętek, wygrał Sławek.
Metagame turnieju:
Atog x 2
UG madness x 5
UGr madness x 1
GW Oath x 1
Lackey Sligh x 3
RDW 2K2 x 2
Himera(Kombo na Saproling Cluster) x 1
Pande Burst x 1
WWu x 1
Rock x 1
RG Beatdown x 1
UG Tradewind Opposition x 1
UB Reanimator x 1
Plusy i minusy:
+ Ekipa ze Stachowa (nie pomyliłem miasta?)
+ Chociaż to że udało mi się wykręcić kombo
+ Michał Świętek na wysokim miejscu
- Mateusz Łukaszek na niskim miejscu (ale mogło być gorzej)
- Fakt że na trzy Goblin Sligh'e na sali, trafiłem na dwa z nich (a biorąc pod uwagę ich ilość, jest to mój najgorszy matchup)
- brak top8
- fakt, że nigdy (czyli już drugi raz) nie umiem wymyślić jakiś plusów i minusów
Legenda:
1 - Goblin Lackey
2 - Goblin Piledriver
3 - Spike Feeder
4 - Living Wish
5 - Yavimaya Elder
6 - Sparksmith
7 - Goblin Goon
8 - Wall of Blossoms
9 - Deranged Hermit
10 - Tangle Wire
11 - Stroke of Genius
12 - Opposition
13 - Buried Alive
14 - Akroma, Angel of Wrath
15 - Gilded Drake
16 - Tradewind Rider
17 - Thrashing Wumpus
18 - Cloud of Faeries
19 - Waterfront Bouncer
20 - Llawan, Cephalid Empress
21 - cycling
22 - Treetop Village
23 - Ravenous Baloth
24 - Blastoderm
25 - Intruder Alarm
26 - Flametongue Kavu
27 - Naturalize
28 - sędzia
29 - Llanowar Elves
30 - Gaea's Cradle
31 - instantowym
32 - jako że RagingGarth jest nieletni, przypuszczalnie chodzi o sok owocowy
33 - Firebolt |